Spojrzałem dzisiaj w lustro
Nie dostrzegłem twarzy
Mogę dostrzec kształty i rozróżnić barwy
Lecz nie widzę twarzy
Gdzie są moje myśli?
Gdzie jest moja dusza?
Szklane serce, które bije kryształowym dźwiękiem
Szklane serce, w którym płynie przezroczysta krew
Kiedy staję w oknie, w piękny letni dzień
Jestem szklaną taflą dla promieni słońca
Przeszywają mnie, by oświetlić pokój
Lecz czy oświetlają mnie?
Wolałbym być ścianą, na którą padł cień
I podkreślił smugę światła wyraźną dla oka
A na szklanej tafli nie znać światłocieni
Więc uderzam w szklane serce
Robię szklaną rysę
Z której wypłynie purpurowa krew
I popłynie szklanymi żyłami do szklanego ciała
A gdy znów mnie oświetli słońca jasny promień
Już mnie nie ominie
Będzie musiał przejść przez czerwień mojej krwi
I odbije się na ścianie kształt mojego serca
Kiedy spojrzę w lustro
Znów zobaczę twarz
I usłyszę serce
Które tłoczy purpurową krew
"Więc uderzam w szklane serce
OdpowiedzUsuńRobię szklaną rysę
Z której wypłynie purpurowa krew"- zastanawiam się jak to zinterpretować???
Sam odkrywam różne możliwości interpretacji, nawet zgoła inne od myśli, która towarzyszyła mi w czasie powstawania. Więc nie będę narzucał żadnej interpretacji.
OdpowiedzUsuń