"Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was. (...) To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia". (Wj 3, 14-15)

wtorek, 24 sierpnia 2010

Chodź i zobacz!

Dzisiejsza Ewangelia z liturgicznego święta Apostoła Bartłomieja (J 1, 45-51) jest dla mnie jak eksplozja energii atomowej. Od początku mojego pobytu w nowej parafii myślę o wyzwoleniu zapału ewangelizacyjnego w sobie; o zapaleniu wielu młodych ludzi, których widzę w kościele, Żywym Ogniem - Duchem Świętym; o budowaniu wspólnoty Żywego Kościoła w tej parafii... Dzisiejsze Słowo wywołało we mnie ogromną reakcję wewnętrzną. Nie ma na co czekać. Czas rzucić wezwanie. Wezwanie do wspólnoty Żywego Kościoła, w której jest Żywy Jezus - nasz Bóg, Zbawiciel, Przyjaciel i Brat.
Najpierw potrzeba świadectwa, prostego, ale konkretnego: "Spotkałem, spotkaliśmy Jezusa! I to spotkanie nadało sens mojemu życiu. Jezus jest Tym, kogo szukamy". Ale to dopiero początek. Może rodzić się pytanie w sercu drugiego człowieka: "Czy to faktycznie to, czego szukam? Czy w moim życiu chodzi o Jezusa? Czy On ma mi coś do zaoferowania?" To bardzo dobre pytania. Oby pojawiły się u wszystkich młodych ludzi (nie tylko młodych wiekiem). Wówczas można przejść do zasadniczego zaproszenia: "Chodź i zobacz!" Tak, nie wystarczy nawet najpiękniejsze i najmocniejsze świadectwo, jeśli ludzie nie usłyszą wezwania do ruszenia się z miejsca. "Chodź i zobacz!" Zrób krok. Sprawdź to sam. Młodość ma to do siebie, że potrzeba osobistego przekonywania się, doświadczania jest duża. Bądź młody w poszukiwaniu wiary.
Jezus zna prawdę o Twoim i moim sercu. Zna nasze życie, w najdrobniejszych drobiazgach. Nie ma tam nic, co byłoby dla niego obojętne, nie ma tam nic ukrytego. Pokazuje to Natanaelowi mówiąc mu o jego sercu i o wydarzeniu spod figowca. Jezus zna moje i Twoje serce, zna te wszystkie sytuacje, z którymi wydawało się nam, że zostajemy sam na sam. On tam był. ON JEST! Jest obecny. I daje Natanaelowi łaskę rozpoznania w tej obecności, Bożej obecności. ON JEST w Twoim i moim życiu, bo ON JEST BOGIEM, a BÓG JEST MIŁOŚCIĄ, a miłość prowadzi do obecności przy kochanej osobie. I tylko Bóg, który jest Miłością może być w naszym życiu, w tych momentach, w których nikt inny z różnych powodów być nie może, albo nie chce być.
To rozpoznanie Bożej obecności budzi wiarę Natanaela. Ale Jezus idzie jeszcze dalej: "Zobaczysz więcej..." Tak, Jezus ma nam do zaoferowania dużo więcej niż możemy to sobie wyobrazić, dużo więcej niż jesteśmy w stanie chcieć. Przychodząc do Niego pozwalamy, aby On otworzył przed nami niebiosa, niesamowitą perspektywę, Bożą perspektywę pełni życia.
Pamiętam jak w okolicach klasy maturalnej Bóg pociągnął do siebie moje serce. Do tamtego czasu generalnie nie miałem specjalnej potrzeby chodzić do kościoła, nawet w niedzielę. Coś się musiało wydarzyć, że nagle zacząłem odczuwać potrzebę uczestniczenia w Eucharystii codziennie, że przychodziłem wcześniej na Różaniec i zostawałem dłużej na Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Na prawdę nie potrafię powiedzieć co się stało, ale wiem, że to musiało być dotknięcie Bożą łaską, to musiało być pociągnięcie przez Niego. Długo tak chodziłem dzień w dzień, ale i to przestało mi wystarczać. Bóg rozbudzał moje serce, rozbudzał potrzebę bliskości, potrzebę wejścia w doświadczenie Żywego Kościoła. Nie mogłem już usiedzieć gdzieś tam w ławce. Siedziałem i myślałem: "Czy oni nie widzą, że ja tu przychodzę codziennie, że ja potrzebuje czegoś więcej? Kiedy się ktoś mną zainteresuje i coś mi zaproponuje?" Pewnego dnia nie wytrzymałem. Sam poszedłem do mojego katechety szukać podpowiedzi. On mi powiedział, że naturalnie powinienem szukać w parafii. No to wracając ze szkoły wysiadłem przy kościele i poszedłem do kancelarii (nie spodziewałem się tego po sobie) z zapytaniem: "Gdzie mogę przyjść?" Była tylko schola parafialna. Hmmm... Nie byłem śpiewający i nie tego szukałem, ale tylko to było, więc powiedziałem: "No dobra, niech będzie". Nie śpiewałem co prawda, ale zacząłem w niedzielę czytać Słowo Boże na Eucharystii dla młodzieży. Niedługo potem w mojej parafii pojawiła się Oaza (Ruch Światło-Życie). Włączyłem się w tę wspólnotę. Na moje pierwsze oazowe rekolekcje nie planowałem, że pojadę. Byłem po egzaminach do seminarium i ze znajomymi odwiedzaliśmy na oazie, wspomnianego księdza katechetę, który był (i jest) moderatorem diecezjalnym Ruchu Światło-Życie. Niespodziewanie zaproponował mi, żebym pojechał na rekolekcje, na I stopień Oazy Nowego Życia do Małego Cichego. Rekolekcje rozpoczynały się niedługo, ale zgodziłem się. W sumie chciałem gdzieś pojechać. Tak się zaczęło moje odkrywanie Żywego Kościoła i Jezusa obecnego w swoim Kościele. W dzisiejszym pierwszym czytaniu anioł mówi do Jana: w widzeniu: "Chodź, ukażę Ci Oblubienicę, Małżonkę Baranka". Jezus wielokrotnie przekraczał moje oczekiwania, pokazywał wspaniałe oblicze Kościoła, a w nim piękne, pełne życia miejsca, wspólnoty i wspaniałych ludzi. Mogłem się zaangażować w Żywy Kościół, mogłem w nim odkryć Żywego Boga, który jest obecny także w moim życiu.
Ta przygoda trwa nadal. Bóg przez różne sytuacje, różnych ludzi wzywa mnie nieustannie: "Chodź i zobacz! Rusz się! Mam dla Ciebie jeszcze więcej, coś nowego, coś wspanialszego". Piszę to, żeby móc Ci powiedzieć: tak jak Filip do Natanaela: "Znalazłem Jezusa (w sumie Jezus znalazł mnie) i to jest sens mojego życia. Chodź i Ty, zobacz, co ma dla Ciebie, dla Twojego życia". Zrób krok! Warto. Możemy iść razem. Razem do Jezusa. Razem z Jezusem. Zapraszam Cię do przygody życia.

1 komentarz: