"Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was. (...) To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia". (Wj 3, 14-15)

środa, 4 sierpnia 2010

Serce Pasterza

Wspomnienie św. Jana Marii Vianney'a  (patrona zakończonego w czerwcu Roku Kapłańskiego) staje się okazją, aby podzielić się krótko moim odkrywaniem kapłaństwa. Ewangelia przewidziana na dzień wspomnienia pokazuje najpierw Jezusa, który jest Pasterzem, Pasterzem o sercu wrażliwym, litującym się nad ludzką biedą. To On sam obchodzi "okoliczne wsie i miasta", aby głosić "Ewangelię Królestwa", leczyć ze "wszystkich chorób i słabości". Jezus nie może tego nie czynić. Nie może, bo nie pozwala Mu na to kochające Serce. To Serce jest jedynym "ograniczeniem" Jezusa - nie pozwala Mu być obojętnym i biernym. On jest cały dla... cały jest darem z siebie, darem Miłości. Dopiero po ukazaniu Jezusa - Dobrego Pasterza, Ewangelia mówi o tym, że przywołał On do siebie Dwunastu i posłał ich, aby czynili to, czego On sam dokonywał. Jeśli kapłaństwo, to nie spojrzenie na kapłana, ale na Jezusa. To On chce przychodzić do poranionych i ubogich naszych czasów. Różne są dzisiejsze biedy: materialne i duchowe. Jezus chce być pośród tej biedy, chce być pośród swojego ludu, pośród swoich przyjaciół. 
To chyba najważniejsze w misji kapłana - pozwolić Jezusowi być pośród swoich. Ja sam z siebie nie mam nic do dania ludziom, mam tylko jeden skarb złożony w kapłańskim sercu - Jezusa. Mogę dawać Tego, który ma wszystko to, czego potrzebują ludzie. Kiedy staję przy ołtarzu mówię: Oto Ciało Moje... Oto kielich Krwi Mojej... przecież nie Łukasza Kachnowicza, ale Jezusa Chrystusa. A jednak On sam tak się ze mną utożsamia przez łaskę święceń, że jest jedno - Moje. Kiedy siedzę w konfesjonale, to nie Łukasz Kachnowicz odpuszcza grzechy, choć mówię: Ja odpuszczam ci grzechy... To się dokonuje w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. To Jezus ma moc gładzić grzech, nie ja. A jednak pozwala mi powiedzieć: Ja odpuszczam. Te odkrycia prowadzą do pokory i do właściwego ustawienia swojego życia - Jezus w centrum, zrobić jak najwięcej miejsca dla Jezusa. Jednocześnie prowadzą do zachwytu - w takim kruchym, słabym i grzesznym naczyniu Bóg złożył takie skarby, w sumie jeden Skarb - siebie samego złożył. Wrażliwe Serce Jezusa chce okazywać Miłość przez ludzkie serce kapłana. 
To przypomina mi Wigilię Paschalna pewnego roku, kiedy służyłem w asyście biskupiej w katedrze lubelskiej. Wyszliśmy po Eucharystii z procesją rezurekcyjną na plac katedralny. W pewnym momencie z Najświętszym Sakramentem, przy radosnych śpiewach wielkanocnych przechodziliśmy obok ławki, na której była para bezdomnych: mężczyzna był kompletnie pijany, a kobieta widząc przechodzącą procesję nerwowo starała się go obudzić. Oboje brudni, totalnie zaniedbani. Pomyślałem sobie: jak to jest, my tu idziemy świętując Zmartwychwstanie, a ci ludzie... kiedy Jezus Zmartwychwstanie u nich? Po jakimś czasie dostałem odpowiedź na to pytanie, usłyszałem gdzieś w sercu: zmartwychwstanie, jeśli ty, go im dasz Zmartwychwstałego. Przez ciebie może się to dokonać w ich życiu. Nie potrafię odnaleźć już tamtych ludzi, ale nie brakuje ich wszędzie, na co dzień... tych, do których wyrywa się kochające Serce Jezusa, które widzi, że są jak owce nie mające pasterza. On chce być dla nich Pasterzem, także przez nas, przeze mnie. Obyśmy mieli serca wrażliwe na pragnienie Serca Jezusa i na naszych braci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz