"Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was. (...) To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia". (Wj 3, 14-15)

sobota, 28 sierpnia 2010

Nie bądź głupi(a)! Uwierz!

Przypowieść o pannach mądrych i głupich dla mnie jest pytaniem o wiarę, moją wiarę. Odkryłem to dzisiaj w konfesjonale, spowiadając. Płonąca lampa w ręku to wiara. To ona wprowadza mnie z Oblubieńcem na weselną ucztę, a więc w doświadczenie pełni, radości życia z Jezusem. 
Kto nie ma wiary, ten musi pozostać na zewnątrz tej relacji. Tak jest też w sakramencie pokuty i pojednania: możemy przyjść wyznać, otrzymać rozgrzeszenie, ale nie doświadczyć pełni spotkania z Miłosiernym Ojcem. Bo nie weszliśmy tam z wiarą, a więc tak naprawdę pozostaliśmy na zewnątrz. Identycznie sprawa ma się do każdego sakramentu. Możemy przyjść na Eucharystię, wziąć w niej mniej lub bardziej czynny udział, przyjąć Komunię... i nic może się nie wydarzyć. Bo możemy w tym wszystkim cały czas pozostawać na zewnątrz. Bo nie weszliśmy z wiarą i nie spotkaliśmy tam Jezusa, i nie daliśmy Mu szansy, żeby On nas tam spotkał. "Mądrzy dostąpią chwały, udziałem głupich jest hańba" (Prz 3, 35). W innym miejscy Księga Przysłów objawia iluzję "wiary bez wiary". To prawdziwa głupota, która jest oszukiwaniem siebie samego. "Mądrość przemyślnego poznaje swą drogę, głupota nierozumnych – zwodzeniem (...) Jest droga, co komuś wydaje się słuszna, lecz są to w końcu drogi Śmierci" (Prz 14, 8.12). Taka iluzja "wiary" może prowadzić tylko do rozczarowania, do poczucia bezsensu, zamiast życia rodzić frustrację i spychać ku duchowej wegetacji, a ostatecznie śmierci. Bez autentycznej relacji  z Jezusem z "wiary" zostają tylko wymagania, prawa, przykazania... że trzeba rano i wieczorem pacierz, że  w niedzielę do kościoła, że to, i że tamto... Ja bym nie zniósł takiej "wiary". I wcale nie dziwię się ludziom, którzy nie chodzą do kościoła, skoro nie weszli w relację z Jezusem. Dziwię się tym, którzy chodzą, mimo, że też nie są w relacji z Nim. Sam przeszedłem ładnych parę lat temu drogę z życia bez relacji i bez praktyk religijnych do relacji, która sama we mnie wywołała głód bycia blisko przez Eucharystię, przez inne akty, które wynikały z tego właśnie głodu, jaki wywołała we mnie wiara. Nie było dla mnie problemem  to, że nie uczestniczyłem w niedzielę w Eucharystii, że się nie modliłem... potem Jezus pociągnął moje serce i potrzebowałem być na Eucharystii codziennie, potrzebowałem robić różne rzeczy, żeby być jak najbliżej.  Jasne, że nie zawsze te potrzeby są tak mocno rozbudzone, że codzienność robi swoje, że czasem łapię się na tym, że zaczynam gubić relację, a popadać w rytualizm. I wtedy muszę sobie stawiać otrzeźwiające pytanie o moją wiarę w tym, co robię, o moją relację do Jezusa. 
Jezus nigdy nie powiedział, że takie czy inne ryty, pacierze, formuły, czy inne... są drogą do Życia. Jezus mówi: "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie"(J 14,16) A tuż przed tym mówi: "Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!" (J 14, 1) W innym miejscu: "Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? (...) Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?" (J 11, 26.40) Czy ja wierzę? A Ty, wierzysz? Czy chcemy ujrzeć chwałę Bożą, czy tylko poczuć się dobrze, bo "zaliczyliśmy" kolejny pacierz, Eucharystię, spowiedź...?
Co jest oliwą do lampy? Co sprawia, że moja i Twoja wiara może być żywa, autentyczna? "Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa" (Rz 10, 17). "W Nim także i wy, usłyszawszy słowo prawdy, Dobrą Nowinę o waszym zbawieniu, w Nim również – uwierzywszy, zostaliście naznaczeni pieczęcią, Duchem Świętym, który był obiecany" (Ef 1, 13). Jeśli chcemy mieć wiarę, która pozwala wejść w relacje z Jezusem, to trzeba nam na nowo przyjąć słowo Boże. Napełnić oliwą Słowa lampy naszej wiary. Słowo Boga ma moc poruszyć nas wewnętrznie, ma moc dokonywać przemiany serc: "Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca" (Hbr 4, 12). Jan Chrzciciel daje świadectwo głębokiej, autentycznej radości, która rodzi się w sercu dzięki słowu Boga: "Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca" (J 3, 29). Czy ja chcę, czy Ty chcesz doznawać najwyższej radości? Zacznijmy wsłuchiwać się głoś Oblubieńca, w Jego słowo. On sam jest Słowem. I tu warto przywołać piosenkę, która w tym roku prowadzi Ruch Światło-Życie w odkrywaniu słowa Bożego:

"Chcemy słuchać Cię"
Ref. Chcemy słuchać Cię, w miłości Twej stawać się podobnymi do Ciebie,
Niech słowo Twe wzejdzie, weź serca i przemieniaj je!
Daj nam poznać Cię, tak wsłuchać się w prawo Twe,
Byśmy byli gotowi, niech słowo Twe zrodzi prawdziwe owoce wśród serc.
1. Twoje słowo jak lampa dla stóp, co oświetla nam życie,
Pozwól poznać smak Twoich słów i wylewaj obficie swego Ducha
2. Twoje słowo dla duszy jak miód, co dzień karmisz do syta,
Tak pouczaj i kieruj swój lud, byśmy doszli do prawdy Twego Syna.
3. Twoje słowo to wcielony Pan, cała nasza nadzieja.
Tajemnice Twe poznać nam daj, że to słowo od zawsze było Bogiem.
4. Twoje słowo - obosieczny miecz, co ma moc nas uwolnić.
Złego ducha oddalaj precz, naucz nas stale czerpać z tego źródła.
5. Twoje słowo to prawda i Duch, w Twojej łasce nas wiedziesz.

Miej w opiece, Panie nasz Ruch, w uwielbieniu wznosimy głos do Ciebie.

Dlaczego panny mądre nie podzieliły się z głupimi oliwą? Kiedyś myślałem, że strasznie samolubne są,  egoistyczne, że raczej nie są dobrym przykładem, ale w kontekście wiary i relacji z Jezusem to staje się zrozumiałe. Bo relacja z Jezusem jest osobista. Bo wiara musi być przyjęta osobiście. Nie mogę oprzeć swojej relacji z Jezusem na czyjejś wierze. Nie mogę dostąpić zbawienia przez czyjąś relację do Jezusa. Tak, moja, Twoja wiara może pobudzać czyjąś wiarę, jak mówi św. Paweł: "Słowo Chrystusa niech w was mieszka w [całym swym] bogactwie: z całą mądrością nauczajcie i napominajcie siebie, psalmami, hymnami, pieśniami pełnymi ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach" (Kol 3, 16). Ale po momencie obudzenia musi być osobisty akt wiary, osobista decyzja wejścia w relację z Jezusem. "Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie" (Rz 10,9). Każdy z nas musi mieć swoją oliwę w swojej lampie. To ja muszę otworzyć się na Słowo, pozwolić Mu zamieszkać w moim sercu. Ty musisz zrobić tak samo, ale osobiście. Ja się nie otworzę za Ciebie, a Ty za mnie.
Życzę sobie i Tobie, aby te słowa św. Pawła odnosiły się prawdziwie do naszego życia: "Dlatego nieustannie dziękujemy Bogu, bo gdy przejęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale jako to, czym jest naprawdę – jako słowo Boga, który działa w was, wierzących" (1 Tes 2, 13).

2 komentarze:

  1. Chyba w twoich rozważaniach zauważam siebie i to bardzo mocno ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo za ten wpis. Szczególnie za ten fragment: "Dlaczego panny mądre nie podzieliły się z głupimi oliwą? Kiedyś myślałem, że strasznie samolubne są, egoistyczne, że raczej nie są dobrym przykładem, ale w kontekście wiary i relacji z Jezusem to staje się zrozumiałe. Bo relacja z Jezusem jest osobista. Bo wiara musi być przyjęta osobiście. Nie mogę oprzeć swojej relacji z Jezusem na czyjejś wierze. Nie mogę dostąpić zbawienia przez czyjąś relację do Jezusa."
    Zawsze jako wyjaśnienie tej przypowieści, słyszałam, że panny roztropne nie podzieliły się, bo mogło by im też zabraknąć i nikt by się nie dostał na ucztę, a to byłoby gorsze niż gdyby dostała się jednak ta połowa... Ale to mimo wszystko nie wykluczało do końca egoizmu (patrząc tylko w ten sposób), ponieważ mogło się zdarzyć tak, że drzwi otworzą się zaraz po tym jak się podzielą i weszłyby wszystkie (w końcu nie wiadomo było kiedy to nastąpi - można było zaryzykować). Dlatego dziękuję za odniesienie tego w taki sposób - jako osobistą relację do Chrystusa ;-)

    OdpowiedzUsuń