"Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was. (...) To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia". (Wj 3, 14-15)

piątek, 6 sierpnia 2010

Spojrzenie pięknego Oblicza

Na Górze Tabor uczniowie mogli zobaczyć chwalebne oblicze Jezusa. Kiedy podnoszę hostię podczas konsekracji nieraz wydaje mi się jakbym widział w niej zarys oblicza Jezusa. Może to tylko jakaś gra światła, może to tylko moja wyobraźnia... nieważne, bo nie chodzi mi o tworzenie aury cudowności. Eucharystia sama w sobie jest niepojętym cudem, nawet bez dodatkowych zewnętrznych tego oznak, których i tak nie brakuje w historii Kościoła. Podobnie jak z obliczem Jezusa na całunie turyńskim, czy wizerunku z Manopello-nie muszę dochodzić naukowych przesłanek i szukać wytłumaczenia. To są ikony, które nie muszą mi udowadniać, ale mają przemawiać do mojego serca. Kiedy wpatruję się w Ciało Jezusa spoczywające w moich dłoniach to widzę, przede wszystkim oczyma wiary, prawdziwe, piękne oblicze Jezusa. Patrzę na Niego i wiem, że On patrzy na mnie, patrzy na tych wszystkich ludzi, którzy się zgromadzili w kościele... patrzy też z tęsknotą w stronę tych, którzy nie przyszli i długo już nie przychodzą. To jest niesamowite... wzrok Jezusa skierowany właśnie na mnie. 
Przypomina mi się słowo, które dostałem podczas jednych z rekolekcji oazowych: "Nie martw się - mówi Pan, który na ciebie patrzy". To było niesamowite uderzenie. On na mnie patrzy. Bóg pełen chwały, potęgi, który obejmuje cały świat, sam zaś jest niepojęty... On teraz patrzy właśnie na mnie. Jestem dla Niego ważny. Niesamowite.
Piękne są te momenty w Ewangeliach, kiedy Jezus spotyka się wzrokiem z drugim człowiekiem. Właśnie to jest piękne, że w Jego spojrzeniu ukryte jest spotkanie i to spotkanie w Miłości. Czyż nie jest piękną scena, kiedy Jezus szuka wzrokiem kobiety, która dotknęła się Jego płaszcza i została uzdrowiona z krwotoku? Inni mówili Mu, że to bez sensu, bo tłum jest wielki i nie ma co szukać, kto się Go dotknął, bo to mógł być każdy. Ale dla Jezusa nie ma tłumu i jakiegoś "każdego". On szukał właśnie jej. Chciał spojrzeć właśnie w jej oczy. I dostrzegł ją. Spojrzeli na siebie. Dokonało się spotkanie. Jezus nie chciał być automatem do cudownych uzdrowień, chciał być kimś bliskim dla tej kobiety. Zależało Mu na osobistej relacji z nią. Musieli więc spojrzeć sobie w oczy, aby stać się bliskimi sobie. To było ważniejsze niż uzdrowienie. To było dopiero prawdziwie uzdrawiające dotknięcie Miłości.
Albo Zacheusz, który tak bardzo chciał zobaczyć Jezusa, że się na sykomorę wdrapał... I Jezus nie przeszedł obojętnie obok. To On go dostrzegł, spojrzał na niego i poszedł do niego w gościnę, podczas której powiedział: "Dziś zbawienie stało się udziałem Twojego domu". Spojrzenie-spotkanie, a potem wejście Jezusa do domu, do wnętrza-bycie mieszkaniem Boga - to jest właśnie udział w zbawieniu.
"Oto wpatruję się Ciebie w świątyni, by dostrzec Twoją chwałę"-mówi Psalmista. Pozwól mi wpatrywać się w Twoje piękne Oblicze w świątyni mojego serca napełnionego Twoją obecnością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz