Dzisiejsza Ewangelia o wydarzeniach w Kanie Galilejskiej prowokuje mnie do nowego spojrzenia na duchowość maryjną. To jest mocna, konkretna duchowość. Wesele to doświadczenie szczególnego, radosnego momentu w życiu dwojga ludzi. Nie znamy ich imion. A może jednak znamy? Może imię Oblubieńca z wesela brzmi Jezus... Może imię Oblubienicy brzmi Ecclesia-Kościół. Jan Ewangelista piszę o tym w Apokalipsie: "Anioł tak się do mnie odezwał: "Chodź, ukażę ci Oblubienicę, Małżonkę Baranka". I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i ukazał mi Miasto święte, Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, mające chwałę Boga" (Ap 21, 9-10). A Kościół, to nie jakiś nieokreślony byt. To Ty i ja. Św. Paweł mówi wprost: "A więc nie jesteście już obcymi i przybyszami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie głowicą węgła jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha" (Ef 2, 19-22). Ty i ja jesteśmy Kościołem. Ty i ja jesteśmy na weselu z Jezusem jako oblubieńcy.
Ale podczas tego wesela wydarzył się dramat. Zabrakło wina. Podczas takiej uroczystości nie może zabraknąć wina - to kompromitacja, to hańba, która pozostanie na zawsze jak blizna na rodzinie. W przeżywaniu radości relacji oblubieńczej z Jezusem pojawia się dramatyczny moment - grzech. Grzech jest kompromitacją. Serce Matki, wrażliwe Serce dostrzega problem. Ona wchodzi w tę sytuację i idzie z tym do swojego Syna, do Jezusa. Maryja zawsze, ze wszystkim idzie do Jezusa. Ona zawsze prowadzi do Jezusa. To jest Jej kierunek.
"Jeszcze nie nadeszła Moja godzina." Godzina Jezusa, to godzina Krzyża. Tam objawia chwała Boża, która zwycięża śmierć, zwycięża grzech. Chwała, którą też nie każdy będzie potrafił w tej właśnie godzinie rozpoznać. Ona tam była. Była pod Krzyżem, bo rozpoznała "godzinę Jezusa". A więc Krzyż. Jeśli chcesz uniknąć kompromitacji, nie tej w ludzkich oczach, jeśli nie chcesz być skompromitowany w swoim sercu, jeśli nie chcesz doświadczyć kompromitacji w dniu, kiedy wszyscy staniemy przed Bogiem w dniu sądu ostatecznego, to Jezus wskazuje Ci jak z kompromitacji przejść w doświadczenie "godziny chwały", "godziny zwycięstwa". Krzyż. Tak jest, właśnie Krzyż, który wydaje się nie mieć w sobie nic wspólnego z chwałą, od którego raczej wolelibyśmy uciekać. "Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia" (1 Kor 1, 18).
A potem padają słowa: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie." Wszystko. Cokolwiek. I musiał sobie Jezus wybrać akurat tak bezsensowną czynność, jak przyniesienie wody w stągwiach. Co ma woda do rzeczy, kiedy potrzeba wina. Kto z nas nie popukałby się w głowę, gdyby kazano mu przynieść miednicę z wodą, na stół weselny, kiedy goście oczekują wina. Jezu czego Ty chcesz takiego szaleństwa? Dlaczego chcesz, żebym Ci przyniósł moją codzienność, moje pogmatwane życie, moje poranione serce, moje rozbiegane myśli...? Ja nie tego oczekuję na teraz... ja nie chcę mojej codzienności, ja sam jej nie akceptuję, a Ty każesz mi ją jeszcze przynieść do Ciebie?!? "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Aha, no tak, co On powie... cokolwiek... wszystko..." No dobra, choć to bez sensu się wydaje. I stało się. Stał się cud przemiany. Była woda, a jest wino. Wino - symbol pełni życia, radości życia, symbol upojenia miłością, Bożą Miłością.
Czy myśmy przypadkiem nie stracili wiary? Niby wierzymy, ale jednak... godzimy się w naszym życiu na marność, na przeciętność, na dziadowanie. Jakbyśmy byli skazani na to. Może uwierzyliśmy w nasz "dziadowski los" zamiast uwierzyć Bogu, który posłał do serc naszych Ducha swojego Syna, który woła w nas: "Abba, Ojcze". Czy my wierzymy, że jesteśmy synami, córkami Boga... dziedzicami Królestwa? Nie wolno nam się godzić na bylejakość, na wegetację. Bóg nas nie powołał do dziadostwa, ale do dziecięctwa Bożego. "Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa; On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich w – Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym" (Ef 1, 3-6).
Doświadczasz słabości i grzechu? Ja też. Ale jeśli przyniesiemy swoje życie Jezusowi, takie, jakie ono jest, to On ma moc uczynić w nim cud przemiany. Dlatego każdy konfesjonał jest Kaną. Tak jest. Do konfesjonału nie idzie się jak na cmentarz. Tam idzie się na wesele, żeby zaczerpnąć na nowo z pełni, z radości życia. Ale to wino nie jest dla nas samych. Musimy je zanieść do starosty, aby mógł zaczerpnąć i do innych biesiadników. Jesteśmy wezwani do bycia świadkami przemiany serc. Nie musimy wiele mówić. Wystarczy może na początek, żebyśmy pozwolili innym zaczerpnąć, to znaczy dać im odczuć w konkretach codzienności smak wody przemienionej w wino.
A na koniec trzeba pamiętać, że tylko Jezus może uczynić wino dobrym, aż do końca. Jezus nie kręci, nie kombinuje. Nie obniża poziomu w miarę czasu. On jest klarowny od początku do końca. Wszystko Tobie i mi powiedział w Ewangelii. Nie ma niczego ukrytego o czym moglibyśmy powiedzieć, że o tym nam nie mówił. Sięgnijmy do Ewangelii. Bo trzeba najpierw zacząć słuchać, żeby wiedzieć co mamy czynić, skoro mamy "zrobić wszystko, cokolwiek nam powie". Odwagi! Wiary!
Rozważania bardzo głębokie, bardzo lubię Ewangelię o Kanie, bo zawiera dwa ważne przesłania:pierwsze,że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych;drugie-pośrednictwo Maryi, Ona wstawia się za nami.
OdpowiedzUsuńW Kanie cud nie wydarzył się od razu, my też często musimy poczekać aż zmieni się coś na lepsze w naszym życiu. To czekanie jest nieraz bardzo trudne, ale nie należy się poddawać i wierzyć,że jak Jezus przemienił wodę w wino tak ma moc przemiany naszego życia.