Te słowa dobrze korespondują z sobotnią Ewangelią (Mt 25, 14-30), w której Jezus naucza w przypowieści o talentach. Jak jest z tymi talentami w naszym życiu? Jezus pokazuje wyraźnie: nie jest ważne ile masz, ważne jest, co z tym robisz. Każdy z nas jest obdarowany! Ale może być problem w nas samych z odkryciem tego obdarowania. Dzisiejsza masowa "kultura" rozbudza w nas potrzebę wielkości, szybkiego sukcesu, bezwzględnej samorealizacji, narzuca nam "wzorce", do których mamy dążyć (nie tłumacząc nawet dlaczego akurat do takich "wzorców" mielibyśmy dążyć). W tym świetle patrzymy często na swoje życie jak na coś małego, bezwartościowego, bo nie możemy sprostać wykreowanym kryteriom "spełnienia". Dajemy się oszukać. I możemy przegrać swoje życie. Możemy je zakopać. Tymczasem Jezus bardzo mocno pokazuje, że Twoje i moje życie nie jest po to, żeby "przeleżało" ileś tam lat, aż do czasu, kiedy przyjdzie nam stanąć przed Panem. Twoje i moje życie jest darem, ale jest i zadaniem. Konkretnym zadaniem, z którego przyjdzie się nam rozliczyć.
Chyba nikt z nas nie ma tylko jednego talentu... mamy życie, jesteśmy ochrzczeni (a więc jesteśmy dziećmi Boga, do których należy Boże dziedzictwo), pewnie w większości bierzmowani (a więc jesteśmy napełnieni Duchem Świętym, który obdarowuje nas swoimi darami), może jesteś w małżeństwie, może Bóg powołuje Cię do kapłaństwa, życia zakonnego., a może do bycia świeckim celibatariuszem, może jesteś w jakiejś wspólnocie, może... ale i te talenty, które mogą się w nas kryć: manualne, artystyczne... To wszystko są kolejne ewangeliczne "talenty", które Bóg złożył w nasze ręce. Jezus mówi w Ewangelii, że niektórym dano jeden "talent", żeby pokazać minimum, ale tak naprawdę On jest hojnym dawcą i nie znam nikogo, kto miałby tylko jeden "talent". Puść to w obrót.
Wiesz co to znaczy? Uwierz. Wiara wprawia to wszystko w ruch. Uwierz, że Twoje życie ma sens, szalenie głęboki sens. Uwierz Bogu, który nadał Twojemu życiu sens. Zrób najlepszą inwestycję jaką możesz zrobić. Bądź cwany. Powierz te "talenty" Bogu, zanim przyjdzie czas rozliczenia z nich. Oddaj Mu swoje życie, które i tak jest Jego darem. Powiedz Mu, że powierzasz w Jego ręce wszystkie swoje "talenty", to kim jesteś, co robisz na co dzień, co już odkryte, i co jeszcze zakryte w Tobie. Możesz to zrobić aktem wiary. Oddając się Jemu, przyjmując Go jako swojego Pana i Zbawiciela. Gwarantuję Ci, że nie usłyszysz, że źle zainwestowałeś, że coś straciłeś. Będziesz mógł stanąć przed Bogiem i powiedzieć: Panie, o to puściłem to, co mi dałeś w obrót - dałem to Tobie. Zobacz o to przynoszę to, co sam pomnożyłeś.
Czy to znaczy, że wystarczy powiedzieć jakąś formułę i nic nie robić? Nie. To nie o taką czy inną formułę chodzi. Chodzi o wiarę, która ma wypełnić nasze serca. Św. Paweł mówi: "Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do sprawiedliwości, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia" (Rz 10, 9-10). Wiara to nie uznanie, że jest gdzieś tam jakiś Bóg. Wiara to uznanie, że Bóg jest właśnie w Twoim, moim życiu. Jest obecny ze swoją mocą, ze swoją łaską, że może przemieniać naszą codzienność jak wodę w Kanie. Wiara to pozwolenie Bogu na przeniknięcie tego kim jesteś i co robisz na co dzień. Potrzeba codziennego wysiłku pracy nad sobą, służby na rzecz innych, pracy w dziele ewangelizacji... Św. Paweł pisał do Tesaloniczan: "Sami bowiem wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy... Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Wy zaś, bracia, nie zniechęcajcie się w czynieniu dobrze" (2 Tes 3, 7-8.10.13). Ale trzeba, żeby punktem wyjścia w tym wszystkim było zawierzenie Bogu. I to jest droga do pomnażania Bożych "talentów". Jeśli z wiarą oddamy Mu swoją codzienność, to będziemy świadkami wielkich rzeczy.
Maryja tak zrobiła. Powiedziała swoje "Fiat. Niech mi się stanie według Twego słowa". A więc oddała życie Bogu. I już u Elżbiety mogła wyśpiewać: "Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu zbawicielu moim. Bo wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny..." I nawet kiedy stała pod Krzyżem, te słowa się realizowały: Bóg dokonywał w Jej życiu wielkich rzeczy. Trudnych rzeczy, bolesnych rzeczy, ale ostatecznie wielkich i chwalebnych. Ona nigdy się nie wycofała z oddania życia Bogu i odniosła "Boży sukces", chociaż w swoim życiu nie była ani zamożna, ani publicznie znana, ani podziwiana przez świat, i przeżywała, jak każdy, swoją codzienność.
Bóg potwierdza to słowami św. Pawła, które tego właśnie dnia były pierwszym czytaniem mszalnym: "Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu. Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby jak napisano, "w Panu się chlubił ten, kto się chlubi" (1 Kor 1, 26-31).
Powierzyć swe życie Bogu, poprosić, aby pomógł dobrze zainwestować nasze talenty... Takiej rady trzeba mi było właśnie dzisiaj. Bóg zapłać.
OdpowiedzUsuń